Choć artystka przez trzydzieści lat skupiała się na grafice, to w 2002 roku postanowiła skierować swoje zainteresowania ku malarstwu. Jak sama mówi potrzebowała nowych form i wyzwań artystycznych, które mogła zrealizować dopiero w obrazie. Grafika nakładała pewne ograniczenia, narzucała rozmiar prac i uniemożliwiała poprawianie gotowych prac. Artystka zwraca uwagę, że przy malarstwie może przedłużać proces tworzenia dzieła sztuki. Udoskonalać i dodawać nowe elementy tak długo, aż nie osiągnie ustalonego przez nią ideału. Sama przyznaje, że zdarza jej się poprawiać obraz już raz uznany za gotowy, by dojść do pełnej harmonii kompozycji. Na wydanie pracy widzom, która nie spełnia jej wymagań i nie budzi poczucia pełnego wykończenia, nie pozwala jej ludzka uczciwość. Jest to cecha na tyle rzadka w dzisiejszej sztuce, pełnej obrazów robionych w celach czysto komercyjnych i ślepo podążających za modą, że do twórczości Ewy Zawadzkiej należy podejść z jeszcze większym uznaniem.
Przedstawione na wystawie obrazy prezentują dwa nurty. Pierwszy skupia się na charakterystycznych dla artystki ciemnych pejzażach, w których można dostrzec przemysłowy charakter. Drugi nurt to seria „Ściany świata” – niewielkie obrazy, biorące nazwy od najbardziej urokliwych miejsc świata, w których pojawia się miasta Meksyku, Egiptu czy tybetański region Lhasaa. Prace sprawiają wrażenie drobnych wycinków egzotycznej rzeczywistości. Oprócz dominującej u artystki ciemnej kolorystyki, pojawiają się w nich róże, błękity i żółcienie. Można zauważyć drobne kwiaty i motywy roślinne. Obrazy z tej serii przypominają okna do zupełnie innego świata.
Artystka spytana o inspiracje dla swoich obrazów przyznaje, że kiedyś stanowiły je fotografie, na których budowana była kompozycja. Co więcej, powstawały również makiety w formie gablot, w których artystka aranżowała różne kompozycje przestrzenne, manipulowała światłem, skalą, proporcjami, następnie fotografowała je, aby w efekcie końcowym przenieść na płótno. Aktualnie artystka mówi, że malowany świat aranżowany jest w jej wyobraźni, co jest wyrazem wieloletniego doświadczenia z technikami malarskimi, jak również graficznymi.
Obrazy Ewy Zawadzkiej wyróżnia na rynku sztuki niezwykłe zainteresowanie fakturą. Malarka dąży do uzyskania trójwymiarowego efektu na płaskim płótnie, co prowadzi do wychodzenia poza sztywne ramy obrazy. Ponadto, o innowacyjności jej sztuki świadczy swobodne manewrowanie między technikami malarskimi i graficznymi. Artystka stosuje równocześnie farby olejne z bielą transparentną offsetową, która jest rodzajem farby drukarskiej. Dzięki takiemu połączeniu obrazy nabierają łagodnego akwarelowego wykończenia.
Malarstwo Ewy Zawadzkiej stara się przekraczać ograniczenia i realizować coraz nowsze wyzwania. Wybór prac prezentowanych na wystawie w pełni oddaje artystyczną konsekwencję artystki. Pełne wysmakowania, harmonii i wyciszenia prace nastrajają do kontemplacji i zachęcają do zagłębienia się w świat kreowany przez artystkę.
Wystawa potrwa do 10 września 2016 r.
Pytany o nauczycieli i mistrzów, od strony technicznej wskazuje przede wszystkim na pamiętniki i wskazówki zawarte w korespondencji znanych malarzy. Bardzo świadomie wybrał stylistkę bliską twórczości klasyków malarstwa dawnego. Pociąga go w ich dokonaniach estetyczna strona przedstawień – budowanie kompozycji kolorem, sposób kładzenia świateł i tworzenie głębi perspektywicznej. Nie ukrywa też, że pasjonuje go strona techniczna, będąca swoistym wyzwaniem. Ta perfekcja jest tym, do czego ciągle dąży, trzeba przyznać z dużym sukcesem, i z czym się z przyjemnością zmaga. To jego dialog z wielkimi poprzednikami. Jako źródła inspiracji padają nazwiska Aleksandra Gierymskiego i Rembrandta. Ten ostatni jest też niedoścignionym nauczycielem rysunku, czemu trudno się dziwić. Jednak malarstwo Piotra Tarkowskiego nie jest tylko ukorzenione w tak odległych epokach. Artysta odwołuje się również do autorów nam współczesnych. Nie ukrywa fascynacji twórczością Zdzisława Beksińskiego, choć podchodzi do niej krytycznie i zdecydowanie wybiórczo. Bliska jest mu też sztuka artystów w Polsce mało znanych, takich jak Dino Valls oraz Odd Nedrum.
Źródła sztuki Piotra Tarkowskiego są jednak nie tylko artystyczne. Tarkowski jest bystrym obserwatorem, który nie lubi funkcjonować w wielkim mieście. Ucieka na wieś, do lasu, w świat przyrody. Te ucieczki znajdują odwzorowanie w jego obrazach. Autor jest wrażliwym pejzażystą, który często pozwala widokom pozostawać autonomicznym przedstawieniem. Niejednokrotnie jednak przetwarza je w specyficzne dla jego malarstwa surrealne krajobrazy, stanowiące tło motywów historycznych pól bitewnych czy agresywnych utarczek między zwierzętami, które pozwalają domyślać się bardziej skomplikowanej symboliki.
Malarstwo Piotra Tarkowskiego to niewątpliwe twórczość narracyjna. Artysta opowiada nam historie. Nie są to treści oczywiste i jednoznaczne. Autor uprawia swoisty symbolizm i surrealizm. Nie ukrywa podziwu dla twórczości komiksowej, przede wszystkim Grzegorza Rosińskiego. W warstwie estetycznej prac nie znajduje to odbicia, jednak w tematyce można odkryć pewne powiązania. Podobnie jak odnajdujemy u Tarkowskiego fascynację historią, a może bardziej malarstwem historycznym dawnych mistrzów; historiami biblijnymi, a raczej ich malowanymi przez wielkich poprzedników wizerunkami, czy też ujęciami portretowymi figur alegorycznych, które przez wieki pojawiały się w malarstwie, jako nośnik idei i symboli. Te wszystkie tematy jednak to tylko dalekie echo inspiracji, gdyż zarówno język malarski, jak i treść przedstawień kreowanych przez Piotra Tarkowskiego to jego bardzo autentyczna, indywidualna wypowiedź. Brak tu wzorców bezpośrednich, nawiązań o których moglibyśmy powiedzieć, że są wprost zaczerpnięte z malarstwa dawnego.
Artystyczna droga pomijająca klasyczną edukację akademicką jest trudna, obarczona wieloma przeszkodami, na przykład takimi, jak dość późny debiut – wystawa Piotra Tarkowskiego w Pragalerii jest jego pierwszą prezentacją indywidualną – jednak daje też wiele satysfakcji, i w przypadku twórcy zdeterminowanego i mającego wiele do powiedzenia, przynosi ciekawy efekt plastyczny, dający rzadki obecnie efekt świeżości.
Agnieszka Gniotek
Aukcja Design & Loft to świetna okazja do uzupełnienia wystroju wnętrza o wyjątkowe obiekty z duszą. Osoby zainteresowane historią wzornictwa z pewnością zwrócą uwagę na takie pozycje jak: krzesła „Skoczki”, których projekt zainspirowany został dokonaniami polskich skoczków narciarskich; kultowe fotele typu 366 projektu Józefa Chierowskiego; krzesło Zydel produkowane przez Spółdzielnię Ład, czy aparat fotograficzny Alfa 2 zaprojektowany w Zakładach Artystyczno-Badawczych warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dla kolekcjonerów obiektów z historią przygotowaliśmy prawdziwe rarytasy, takie jak reflektor filmowy z lat 60. wykorzystywany przy kręceniu filmu „Czterej Pancerni i pies”, radio Saba Wildbad, czy lampa nożycowa z lat 20. XX w.
Miłośników polskiej ceramiki z pewnością zadowoli niemała kolekcja prac sygnowanych nazwami takich wytwórni jak Ćmielów, Wawel, Tułowice czy Włocławek, w tym figurka pingwina z Ćmielowa utrzymana w estetyce najlepszych projektów tego zakładu, wazon Włocławek w stylu picassowskim projektu Wita Płażewskiego, czy zestaw wyjątkowych dekoracyjnych talerzy Włocławek zdobionych techniką kory.
Oprócz designerskich perełek z okresu PRL-u na aukcji znajdą się także obiekty dla zwolenników stylu loft. Tych zainteresować powinny takie pozycje jak lampy przemysłowe w różnej postaci – od dużych lamp sufitowych po skromniejsze, które z powodzeniem oświetlą mniejsze wnętrza, szafki na dokumenty, stołki warsztatowe, czy fotel z siedziskiem pochodzącym z ciągnika. To również obiekty z historią, które dzięki swojemu ponadczasowemu charakterowi i świetnej jakości wykonania posłużą jeszcze długie lata.
Na aukcji znajdą Państwo również szeroki wybór sprzętów użytkowych, takich jak radziecki telewizor Elektronika, wentylator Zefir z lat 60., zegar Metron czy takie ciekawostki jak syrena strażacka czy górnicza lampa karbidowa. Warto dodać, że wszystkie znajdujące się w katalogu pozycje to sprzęty w pełni sprawne.
Wyjątkowo obfity krąg prac zgromadziliśmy z zakresu realizmu magicznego, w bardzo różnych jego odmianach. Tu na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim surrealistyczny pejzaż Stanisława Kortyki oraz rozbudowana kompozycja Jarosława Jaśnikowskiego, obok wspomnianego już Borysa Michalika, Rafała Olbińskiego i Jerzego Cicheckiego. Bez wątpienia dużą popularnością na aukcji cieszyć będzie się wybitne malarstwo kobiece czyli takie, które kobietę w różnych jej tajemniczych odsłonach najpełniej pokazać potrafi. Maestrią w tej kwestii wykazują się: Agnieszka Pietrzykowska, Michał Warecki, Iza Staręga, Zbigniew Nowosadzki, Ewa Żochowska i Małgorzata Stępniak, co nie umyka uwadze kolekcjonerów. Na zakończenie warto też polecić prace z nurtu ekspresyjnego, gdyż obrazy autorstwa Andrzeja Kasprzaka i Tadeusza Świniarskiego zdecydowanie na to zasługują.
Od pewnego czasu nikt autorki nie ogranicza. To jej pierwsza wystawa po dłuższej przerwie. Przerwie, w czasie której „tworzyła do szuflady”, po rozstaniu z reprezentującą ją wcześniej galerią. Zaczęła swobodnie malować obrazy pozornie smutne, w ograniczonej gamie kolorystycznej: czarne, białe, roztopione w szarościach, eksplorujące różne obszary czerwieni, od koloru wina do niezwykle opalizujących miedzi. Anhedonia jest więc tu częściowa, gdyż jest też radością z niezależności twórczej. Zresztą Daniec ze zdziwieniem zauważyła, że jej „szuflada” często pustoszeje, a kolekcjonerzy potrafią ją odnaleźć. Ponadto panująca częściowo w szufladzie anhedonia ich nie zniechęca. Zestawienia kolorystyczne, jakie tworzy Magdalena Daniec to najważniejsza tajemnica jej malarstwa. One wymykają się opisowi. Czasami są bardzo subtelne i na jednej „oktawie” opowiadają cały obraz. Innym razem kompozycja stworzona jest na zasadzie kontrapunktu. Nie jest już delikatna, a przeciwnie ostra i drapieżna. Choć to też może być pozorem, bo koncepcje Daniec zawsze warto oglądać z dwóch perspektyw – koncentrując się na ogólnym wrażeniu, a następnie poszukując niuansów w małych kadrach, odnajdując mikropowieści w większej aranżacji. Autorka lubi zestawiać swoje prace w dyptyki. Dzieje się tak ze skończonymi już płótnami, do których intuicyjnie tworzy pary. Czasami jednak podobną zasadę wykorzystuje w obrębie jednego obrazu, który optycznie dzieli na części, zderzając ze sobą jasną i ciemną stronę tej samej historii. Szczególną rolę w budowaniu obrazu pełni też u Magdy Daniec kontur. On nadaje jej pracom siłę, dodatkową ekspresję, pozwala wybrzmieć kolorom w całej ich pełni. Powoduje, że są to bardzo mocne obrazy. Często zdaje się oglądającym, że mają one znacznie większe formaty, niż ich rzeczywisty wymiar. Malarstwo Magdy Daniec nie jest oczywiste. Artystka tworzy zazwyczaj abstrakcje, przeważnie małe formaty, najczęściej w gamie barwnej ograniczonej do bieli, czerwieni i czerni… Zazwyczaj, przeważnie, najczęściej. Malarstwo Magdy Daniec wymyka się definicjom. Częściowo.
Agnieszka Gniotek
Darek Zabrocki ma 24 lata, pochodzi z Gdańska, jest artystą koncepcyjnym i ilustratorem. Od 2007 roku profesjonalnie zajmuje się mediami cyfrowymi. Korzysta z najnowocześniejszych technik, uwielbia wyzwania, posiada nieskończone pokłady enerii i motywacji. Pracował nad takimi projektami jak: Assassin’s Creed, HALO Wars 2, Total War, Rigs (PS4), Sid Meier’s: Starships oraz wiele innych dla największych firm z branży mediów elektronicznych m.in. Blur, Ubisoft, Framestore, Universal, BBC, Sony, Sega, Creative Assembly, Wizards of the Coast and 20th Century Fox.
Katalog 4 Aukcji Sztuka Młoda przygotowany przez Pragalerię to tym razem propozycja bardzo obfita, składająca się aż z 99 obrazów i jednej rzeźby. Wśród artystów nie zabrakło autorów doskonale znanych z naszych dotychczasowych licytacji, jednych tym razem postanowiliśmy zaproponować Państwu wiele świeżych i naprawdę „młodych nazwisk”. Na nich też zdecydowaliśmy się skupić w tym krótkim omówieniu. W sposób szczególny zarekomendować chcemy znaczących rozmiarów igrającą z popkulturą pracę Michała Głowackiego, bo oferuje ona i mnogość znaczeń, i niemałą dozę humoru. Innego rodzaju flirt z popem ujawnia „BabyBlue” Urszuli Niemirskiej, obraz który zaciekawia nie tylko symboliką, ale i ciekawą reliefową strukturą. Kilka bardzo ciekawych propozycji przygotowaliśmy dla miłośników abstrakcji w różnych jej wydaniach. Ceniony za op-artowskie wariacje Campio u Pragalerii debiutuje, jednak grono jego zwolenników jest już niemałe. Podobną estymą cieszą się sensualne kompozycje Piotra Worońca jr i Piotra Kossakowskiego. Każdy z artystów stosuje zupełnie inne środki formalne i osiąga odmienne efekty. Łączy ich niemały dorobek nagród i uznanie krytyków. Na przeciwległych biegunach abstrakcji leżą abstrakcje Jagody Dziewanowskie i Michała Sarnowskiego. Artystka stawia na ujarzmianie kosmicznego nadmiaru koloru i form sprawiających wrażenie ruchu, jej kolego buduje kompozycje minimalne i wyciszone. Swoisty renesans przeżywa ostatnio malarstwo animalistyczne, choć mamy wrażenie, że bardziej na aukcjach niż na szeroko pojętej scenie artystycznej, co odzwierciedla bardziej gust klientów niż prawdziwe zainteresowania twórców. Wśród licznej menażerii obecnej na naszej aukcji na szczególną uwagę zasługuje „Buldog” Weroniki Pawłowskiej”, bo dobre malarstwo jest dobre, bez względu na tematykę. Wyjątkową propozycją aukcyjną jest „Współlokator” Pawła Franciszka Jaskuły. Praca ta, doceniona już przez krytykę, a także jurorów konkursu im. F. Eibisch powinna wzbudzić czujność kolekcjonerów. Zdecydowanie warto zobaczyć ją na żywo (jak zresztą wszystkie pozycje z aukcyjnej oferty), gdyż zwraca uwagę zarówno kompozycją, jak i gamą barw, budującą szczególny klimat przedstawienia. Uwagi nie skąpić należy też dwóm kameralnym (niewielki format) pracą w technikach nieco zaniedbywanych, a niesłusznie, przez polskich kolekcjonerów. Bardzo elegancka, surrealistyczna grafika Olgi Szewczuk na bazie fotografii uwagi delikatnością, przeciwnie do drapieżnego, ekspresyjnego kolażu Betiny Bożek, która dodatkowo pogrywa sobie z widzem konwencja kiczu włączając w pracę złotą oprawę. Pośród prac, których głównym walorem jest rozgrywka kolorystyczna, na plan pierwszy wypijają się propozycje Piotra Trusika, Michała Mieszkowicza, Artura Wiernickiego i Iwony Lenik. Niejako w opozycji do nich stoją bardzo skondensowane kompozycyjnie propozycje realistyczne Karoliny Chorązki i Mariusza Mierzejewskiego. Kolejnym biegunem kreacji jest ekspresyjna twórczość Mireli Bukały i Magdaleny Włuczkowskiej. Zwłaszcza kameralna praca Bukały niesie w sobie siłę i determinację, wyrażoną indywidualnym i rozpoznawalnym językiem malarskim artystki. Dopełnieniem tego zestawienia są pejzaże – fantastyczny autorstwa Karola Garońskiego, i w jako jego przeciwieństwo – realistyczny Martyny Czop. Oba bardzo intersujące. Więcej w katalogu…
Agnieszka Pietrzykowska tworzy w różnych technikach. Są to tak odmienne media, jak ilustracja oraz biżuteria. To techniki wymagające skupienia, małej skali, drobiazgowego zarządzania kompozycją. Czerpie z nich doświadczenie, które przenosi na grunt malarstwa. Oglądając reprodukcje prac artystki można łatwo popełnić błąd poznawczy. Większość z nich sprawia silnie monumentalne wrażenie. W konfrontacji „na żywo” okazuje się często, że to niewielkie, kameralne kompozycje. To mylne postrzeganie wynika z ogromnej siły przekazu, jaka zawarta jest w obrazach artystki. Czy jest to jeden z przymiotów ilustracji, przeszczepionych w obszar malarski? Bardzo możliwe. To jednak moment, w którym ścieranie się graficznych i malarskich wartości prac Pietrzykowskiej zdecydowanie wychodzi im na dobre.
Zakres tematyczny prac artystki jest bardzo wąski, wręcz ubogi. Można przyznać, że streszcza się do jednego motywu. Jest nim kobieta i jej ciało. Upraszczając – Agnieszka Pietrzykowska maluje akty. Nic jednak nie jest tak proste, jak na pierwszy rzut oka wygląda. Figury kreowane przez autorkę bardzo silnie oscylują w kierunku abstrakcji. Z kompozycyjnego punktu widzenia chodzi tu o rozgrywanie relacji pomiędzy obiektem a tłem, ciałem a przestrzenią, w której to ciało funkcjonuje. Ten wątek twórczości podkreślają dwa bardzo istotne „tematy”, w których autorka osadza swoje dziewczyny. Pierwszym z nich jest architektura i kultura. Na takie skojarzenia naprowadzają nas tytuły. Kobieta Agnieszki Pietrzykowskiej jest Warszawą, Amsterdamem, Nowym Jorkiem, Lizboną, a także… Francją. To reakcja artystki na liczne podróże, jej emocjonalny odbiór charakteru miejsc, w których miała okazję przebywać, które wchłania i przetwarza swoim artystycznym, ale i kobiecym zmysłem. To także reakcja na ostatnie wydarzenia, wobec których trudno przejść obojętnie.
Drugi motyw prac to oczywiście kontrast – tym razem pomiędzy kobiecą pozorną delikatnością, a pierwiastkiem męskim, wyrażonym poprzez mechanikę, inżynierię, industrializację. Kontrast w tym wypadku może, ale nie musi być opozycją. Przechodząc do warstwy symboliczno-psychologicznej prac artystki, odnosi się ona do przestrzeni kobiecej wolności i przysługujących jej praw. Kobieta może być kim tylko zechce – Warszawą, Mechaniką, Statystyką. Choć Agnieszka Pietrzykowska maluje jeden kobiecy motyw to różnorodność ujęcia tematu jest ogromna. Od bardzo biologicznych, instynktownych i delikatnych przedstawień dziewczyn, o których moglibyśmy powiedzieć, że spełnione są jako kochanki i matki, poprzez kobiety realizujące się zawodowo i to nie koniecznie w specjalizacjach stereotypowo uznawanych za kobiece, a skończywszy na przywódczyniach, inspisujących do działania i odkryć. Artystka maluje obrazy na temat kobiecej wolności i spełnienia. To najważniejsze dla niej tematy.
Agnieszka Gniotek
Inną frapującą pracą jest „Karmienie kotów” Katarzyny Słowiańskiej-Kucz, praca sprzed kilku lat, kiedy artystka przywiązywała wielką wagę do światła i delikatnych barwnych niuansów w swoich obrazach – walorów, które zapewne docenią wielbiciele subtelnych przejść tonalnych i delikatnych bieli, ale także kolekcjonerzy bieżącej twórczości tej malarki. Czujność kolekcjonerów na pewno też wzbudzi „Donkiszoteria” Tomasza Sętowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich twórców nurtu realizmu magicznego, którego malarstwo cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. W ofercie należy zwrócić uwagę na kilka prac o niewielkich formatach, a bardzo subtelnych walorach barwnych i niepowtarzalnej atmosferze. Należy do nich portretowe przedstawienie Miry Skoczek-Wojnickej, scena we wnętrzu Iwony Wojewody-Jedynak, architektoniczna wariacja Majki Kiesner oraz abstrakcyjny dyptyk Magdaleny Daniec. To propozycje dla uważnych, wnikliwych wielbicieli malarstwa najwyższej próby. Polecić chcemy też tym razem surrealizującą kompozycję Jerzego Cicheckiego i bardzo wyrazisty portret Izy Staręgi z bardzo znanego cyklu artystki, choć wybijający się na jego tle. Ciekawostką aukcji jest propozycja z zakresu designu – unikatowy, ręcznie malowany wazon Malwiny Konopackiej z cenionej serii „Jungle”, który powstał w limitowanym nakładzie 20 egzemplarzy. To wyjątkowo eleganckie dopełnienie każdego wnętrza z charakterem.

