Pragaleria ma przyjemność zaprosić Państwa na wystawę indywidualną malarstwa Ewy Ludwikowskiej pt.: „Odczucie koloru”. Podczas ekspozycji, która prezentowana będzie w przestrzeni galerii do 9 października, zobaczyć można po raz pierwszy najnowsze, powstałe w 2020 roku prace pejzażowe, a także wcześniejsze płótna ukazujące mistrzowsko zakomponowane martwe natury jak również balansujące na granicy realizmu i abstrakcji widoki przyrody. Tak szeroki wybór prac pozwoli widzowi odwiedzającemu wystawę na kompleksowe zapoznanie się z katalogiem inspiracji Ewy Ludwikowskiej, prawdziwe docenienie jej imponujących umiejętności w kształtowaniu formy za pomocą koloru i światłocienia oraz wnikliwe prześledzenie ścieżki rozwoju twórczego malarki, która dzięki konsekwentnemu podążaniu wytyczoną przez siebie drogą artystyczną ma z pewnością szansę w przyszłości zostać zaliczoną w poczet najciekawszych twórców nowoczesnego polskiego koloryzmu.
Nie ulega wątpliwości, że Ewa Ludwikowska ma szczególny związek z naturą. Główne miejsce w jej twórczości zajmują przedstawienia pejzażowe, wycinki krajobrazu z regionów szczególnie bliskich jej sercu: Podlasia i Suwalszczyzny. W swoich obrazach ukazuje faktycznie istniejące miejsca: jeziora (m.in. Prudel, Staneluszki), charakterystyczne widoki pól, łąk i wzgórz. Artystka nie stara się jednak stworzyć chłodnej, fotograficznej kroniki odwiedzonych miejsc. Zamiast tego, Ewa Ludwikowska stosuje oryginalne kadry, w niezwykły sposób zamyka bezkres polskiego, sielankowego pejzażu w ramach niewielkiego blejtramu. Szczególnie istotne jest dla niej oddanie nastroju chwili. Niczym współczesna impresjonistka sprawia, że wciąż zmieniający się świat zatrzymuje się na zawsze na powierzchni płótna, tworzy emocjonalny, niemal intymny zapis niezwykłej mozaiki barw, którą stworzyły zachwycające niebieskości nieba i wody, biele chmur, zielenie traw i żółcienie pól uprawnych, a która już nigdy nie zaistnieje ponownie w takiej samej formie. To osobiste, namacalne doświadczenie pejzażu stanowi podstawę jej twórczości malarskiej. Artystka niechętnie korzysta ze zdjęć – zamiast tego, podążając śladami mistrzów europejskiego, emocjonalnego malarstwa natury, zabiera sztalugę i wychodzi na łono przyrody, wsłuchuje się w świat, który ją otacza, chłonie barwy i migotanie światła słonecznego. Dzięki temu w jej obrazach odnajdujemy szczególne, głębokie zrozumienie ukazywanego miejsca, a powstające płótna charakteryzują się niezwykłą zdolnością do poruszania odbiorcy, przemawiania wprost do jego zmysłów, pobudzania go do kontemplacji.
Ewa Ludwikowska buduje świat przedstawiony za pomocą koloru i światła. Jest to szczególnie widoczne w serii płócien, w których dokonuje niezwykle ciekawej reinterpretacji bardzo tradycyjnego tematu malarskiego jakim jest martwa natura. Artystka czerpie z doświadczeń postimpresjonistycznych mistrzów gatunku (wśród których prym wiedzie z pewnością Paul Cézanne), jednocześnie uwspółcześnia ich rozwiązania, tworząc w efekcie bardzo nowoczesne prace, w których nawiązania do dawnego malarstwa stają się jedynie pretekstem do opowiedzenia zupełnie nowej historii. Malarka buduje wolumen przedstawianych przedmiotów przy użyciu zestawień plam o mocnych, czystych, niekiedy zaskakujących barwach. Widz, stający przed obrazem artystki, czerpać może prawdziwą wizualną przyjemność ze studiowania mnogości kolorów, które ujawniają się we wszystkich elementach płótna. Ewa Ludwikowska nieustannie rozważa wzajemny stosunek barw, ich oddziaływanie na siebie, w bardzo przemyślany sposób komponuje w obrazie obszary światła i cienia. Jednocześnie – nie boi się podejmować ryzyka, stosować kontrastów, używać nieoczywistych odcieni, wyznaczać bardzo ostrych, geometrycznych podziałów pomiędzy poszczególnymi elementami kompozycji. Pomimo tego – w swoich pracach osiąga efekt absolutnej harmonii formalnej, idealnego balansu pomiędzy wszystkimi częściami składowymi obrazu a przedstawione przez nią przedmioty codziennego użytku, zestawione ze sobą w niezwykle przemyślany sposób, nabierają nowego, symbolicznego znaczenia, opowiadając subtelną, poetycką historię, którą każdy z widzów może zinterpretować inaczej, odczuć w bardzo osobisty sposób.
Malarska twórczość Ewy Ludwikowskiej stanowi doskonały dowód na to, że prawdziwe malarstwo nie podąża za modą, nie zwraca uwagi na chwilowe trendy. Dobry obraz, ten, który nigdy nie przestanie być aktualny, zawsze powstaje z naturalnej, nie dającej się okiełznać potrzeby tworzenia i zawiera w sobie emocje artysty oraz jego subiektywny ogląd rzeczywistości, jednocześnie posiadając niemal magiczną zdolność do wpływania na odbiorcę, przemawiania wprost do jego zmysłów. Z szacunkiem odnosi się do doskonałych osiągnięć historii sztuki, lecz selektywnie wybiera z nich tylko to, co, po przefiltrowaniu przez wrażliwość malarza, okaże się przydatne do stworzenia uniwersalnej, ponadczasowej, choć niezmiennie bardzo osobistej, narracji. Właśnie takie obrazy prezentujemy podczas ekspozycji Ewy Ludwikowskiej „Odczucie koloru” we wnętrzach Pragalerii.
Marcin Krajewski
MADE IN USA
Bezpośrednią inspiracją do powstania amerykańskiego cyklu obrazów stała się podróż do Stanów, podczas której Piotr Szczur doświadczył piękna i niezwykłej różnorodności krajobrazu naturalnego i kulturalnego współczesnej Ameryki. Z tej podróży przywiózł nie tylko wspomnienia oceanu, pustyń, kanionów i imponujących formacji skalnych, małych przydrożnych barów, zajazdów, stacji benzynowych oraz billboardów i neonów moteli znajdujących się przy słynnej Route 66, ale przede wszystkim – wciąż powracający powidok odległej linii horyzontu, oddzielającej spaloną słońcem ziemię od monumentalnego, bezkresnego nieba, codziennie mieniącego się innymi odcieniami koloru niebieskiego, w nocy usianego gwiazdami, podczas zachodu słońca przybierającego krwistoczerwoną barwę.
Cykl „Made in USA” stanowi zwieńczenie istotnej zmiany w treści i formie obrazów Piotra Szczura, która stopniowo dokonywała się w ostatnich latach. Artysta, który do tej pory zdążył już zdobyć rozpoznawalność na rynku sztuki oraz zainteresowanie galerii i kolekcjonerów malarstwa dzięki oryginalnej warstwie wizualnej i tematyce wcześniejszych, figuratywnych obrazów, teraz przenosi swoją uwagę ku malarstwu pejzażowemu, jednocześnie ograniczając ważny do tej pory związek obrazu z fotografią. W swoich najnowszych płótnach malarz przedstawia Amerykę w kompresji, wyciąga esencję z rzeczywistości. W amerykańskim krajobrazie, malowanym przez Piotra Szczura, ludzie są niemal nieobecni. Szczególne miejsce natomiast zajmuje w nim niebo, które niejednokrotnie bierze w posiadanie znaczną część kompozycji. To w jego obrębie rozgrywa się najczęściej główna akcja przedstawienia, to za jego pośrednictwem artysta prowadzi narrację.
Choć Piotr Szczur przedstawia faktycznie istniejące fragmenty krajobrazu, to jednak, szczególnie gdy wyizoluje się pojedyncze płótna z kontekstu całego zbioru, dostrzec można coraz wyraźniejsze odchodzenie od realizmu. Artysta redukuje zbędne elementy przedstawienia, zamyka ogromne przestrzenie amerykańskiego pejzażu w nowatorskich, nieoczywistych kadrach, buduje świat przedstawiony przy pomocy żywych, ostrych barw. Czerpiąc inspirację z natury, coraz częściej postrzega ją jako złożony system linii, kształtów i plam barwnych. Piotr Szczur skupia się na formie dzieła, celebruje malarskość, świadomie prowadzi dukt pędzla, a jednocześnie zdarza mu się opryskiwać farbą wybrane fragmenty kompozycji, po to, by dopuścić do głosu element kontrolowanego przypadku. Opisanie Ameryki staje się więc dla niego de facto punktem wyjścia dla niezwykle istotnych rozważań i przełomowych eksperymentów formalnych, które, w coraz bardziej zauważalny sposób, prowadzą go ku abstrakcji. Wydaje się jednak, że jest to proces instynktowny, choć nieuchronny, a sam artysta poddaje mu się, przyglądając się ewolucji własnego stylu z pewnego dystansu.
W obrazach z amerykańskiego cyklu Piotra Szczura widz dostrzec może często wyłącznie wyizolowane artefakty, wyjęte z szerszego kontekstu cytaty, wykadrowane fragmenty małej i dużej architektury Stanów Zjednoczonych. Za pomocą prostego znaku, niewielkiego wycinku zapamiętanej rzeczywistości, artysta, w niezwykle celny i syntetyczny sposób, przedstawia odbiorcy samo sedno, subiektywne podsumowanie współczesnej Ameryki. Należy jednak zauważyć, że choć Piotr Szczur ukazuje amerykański krajobraz z perspektywy turysty, to jednak w jego obrazach odnajdujemy głębokie zrozumienie i osobisty stosunek do odwiedzonych przez niego miejsc. Pomimo oddalania się od realizmu a także fragmentarycznego sposobu kadrowania rzeczywistości, artysta jest w stanie ukazać widzowi unikatową atmosferę, charakterystyczny klimat czerwonych pustyń Arizony, pustych, międzystanowych dróg szybkiego ruchu czy tętniących życiem plaż Zachodniego Wybrzeża.
Oglądając poszczególne obrazy z serii „Made in USA”, powinniśmy nieustannie pamiętać, że prace te stanowią w istocie fragmenty wielkiej układanki, która, gdy zostanie skompletowana, ukazuje ogrom i zróżnicowanie krajobrazu naturalnego i kulturalnego współczesnej Ameryki. Kluczowy staje się zatem właściwy sposób ekspozycji obrazów w przestrzeni galerii, który odsłania przed nami prawdziwe znaczenie tego cyklu. Amerykańskie płótna Piotra Szczura to nie tylko pamiątki, utrwalone wspomnienia z odbytej podróży. Dopiero zawieszone w jednej linii zaczynają funkcjonować jako rodzaj mapy, świadectwo przebytej drogi – zarówno w sensie fizycznym, jak również duchowym. I choć wszystkie prace z tego zbioru różnią się od siebie tak, jak poszczególne Stany Ameryki, to jednak cykl „Made in USA” łączy się w niezwykle spójną całość. W miniaturach malarskich Piotra Szczura odnajdziemy konsekwentny zachwyt nad majestatem amerykańskiego nieba, poczucie niczym nieskrępowanej wolności, wrażliwość, z jaką artysta przeżywa i przedstawia otaczający go pejzaż oraz, przede wszystkim, głębokie zrozumienie i świadomość przynależności do miejsca, za którym wciąż tęskni. Właśnie dlatego, obrazy te, pomimo niewielkich rozmiarów, kryją w sobie tak niezwykle intrygującą wieloznaczność interpretacyjną. Prawie każdy z nich może funkcjonować jednocześnie jako autonomiczny pejzaż, utrwalone świadectwo procesu ewolucji formalnej dzieł artysty, bardzo subiektywne przedstawienie zapamiętanego miejsca ale również znak, symbol Stanów Zjednoczonych jako całości.
– Marcin Krajewski
„Nieprzygotowany widz, odwiedzający ekspozycję prezentującą najnowsze dokonania artystyczne Milionerboya, może przeżyć niemały szok poznawczy. To nie są obrazy dla odbiorców o słabych nerwach! Oto zanurzamy się w świat budzących grozę potworów, kłębiących się macek, oślizgłych wnętrzności, bliżej nierozpoznanych, przerośniętych tkanek miękkich. Wydaje się, że znaleźliśmy się w nierealnym, przerażającym uniwersum, podobnym do tego, które stworzył HR Giger, ojciec ikonicznego „Obcego”. W tej przestrzeni zmysły mogą nas łudzić. Płótna wydają się pulsować w rytm pompowanej krwi, kątem oka dostrzegamy poruszenie obłych macek – ale może to tylko złudzenie? Realizm przedstawienia jest niezwykły. Elementy kompozycji błyszczą od śluzu, dzięki doskonałemu modelunkowi wydają się wychodzić poza dwuwymiarową, płaską przestrzeń płótna. Najnowsze obrazy Milionerboya stanowią doskonały dowód na to, że skupienie na kształtowaniu formy dzieła powoduje również zmianę w treści, tematyce i sposobie oddziaływania obrazu. Uderzający realizm w przedstawieniu gładkości, śliskości i miękkości materii, z której zbudowane są osobliwe organizmy z płócien artysty, a także zdumiewająca zdolność tych wizerunków do wpływania bezpośrednio na zmysły odbiorcy – to wszystko nie było by możliwe, gdyby malarz nie postanowił porzucić farb akrylowych i zwrócić się ku, jakże tradycyjnemu, medium malarstwa olejnego.
W swojej twórczości Milionerboy od zawsze posługiwał się ironią. Zaskakujące zestawienia przedstawionych scen z dowcipnymi, czasem nawet prowokacyjnymi tytułami obrazów, stały się niemal jego znakiem rozpoznawczym. W najnowszym cyklu płócien, prezentowanym na wystawie „Sklep z mięsem” w Pragalerii, dostrzec możemy jednak również zupełnie nowe rozwiązania formalne. Artysta stosuje nieoczywiste, oryginalne kadry. Przedstawienia nie mieszczą się w ramach obrazu, wychodzą poza granice płótna, czasem elementy kompozycji ucięte zostają w taki sposób, by drażnić odbiorcę i powodować jego wizualny dyskomfort. Dzięki temu, widz ma wrażenie istnienie świata poza obrazem, przenikania się rzeczywistości malarskiej i tej wokół niego. Szczególną uwagę zwraca również zupełnie nowa, zaskakująco łagodna, wręcz radosna i niezwykle spójna kolorystyka wszystkich prac. W obrazach pojawiają się głównie nasycone odcienie różu w zestawieniu ze smolistą czernią i szarością, czasem dostrzec możemy łagodne fiolety obok czystej bieli, obecne są również akcenty soczystej zieleni. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że w najnowszym cyklu malarskim Milionerboya odnajdujemy szczególny paradoks: to co, z założenia powinno być obrzydliwe, nieprzyjemne, odpychające – dzięki starannej estetyzacji zaczyna sprawiać widzowi dziwną, jakby perwersyjną przyjemność wizualną.”
Marcin Krajewski

